Gdyby Ormuz zamilkł na wiele miesięcy, rachunek zapłaciłaby przede wszystkim Azja

Na mapie cieśnina Ormuz wygląda jak geograficzny detal. W praktyce jest jednym z tych punktów, w których globalizacja przestaje być abstrakcją, a staje się logistyką, ubezpieczeniem, kosztem frachtu i ceną paliwa na stacji. W 2024 r. przez Ormuz przepływało średnio 20 mln baryłek ropy i paliw dziennie, czyli około jednej piątej globalnej konsumpcji paliw płynnych, a także około jednej piątej światowego handlu LNG. To nie jest tylko problem producentów z Zatoki. To problem wszystkich gospodarek, które nauczyły się działać tak, jakby energia zawsze była dostępna na czas, w odpowiedniej jakości i po cenie, którą da się wbudować w marżę.

Wielomiesięczna blokada nie byłaby zwykłym szokiem cenowym. Byłaby testem odporności całych modeli wzrostu. Najmocniej ucierpiałyby niekoniecznie państwa największe, lecz te, które łączą wysoki import energii z przemysłem wrażliwym na koszty paliw, petrochemii i gazu oraz z walutą podatną na presję rynkową. Właśnie dlatego odpowiedź na pytanie, kto straciłby najwięcej, prowadzi przede wszystkim do Azji, a dopiero później do Europy.

Dlaczego Ormuz to coś więcej niż wąskie gardło ropy?

W debacie publicznej Ormuz bywa opisywany jak korek naftowy. To zbyt wąskie ujęcie. IEA szacuje, że w 2025 r. przez tę cieśninę przechodziło blisko 15 mln baryłek dziennie samej ropy, czyli niemal 34 proc. światowego handlu ropą, a łącznie około 20 mln baryłek ropy i produktów naftowych dziennie. Około 80 proc. tych przepływów trafia do Azji. Alternatywy istnieją, ale są ograniczone: dostępna przepustowość szlaków omijających Ormuz to zaledwie 3,5–5,5 mln baryłek dziennie według IEA, a EIA wskazuje, że nawet część infrastruktury omijającej cieśninę już pracuje intensywnie.

Jeszcze bardziej niedoceniany jest wymiar gazowy. Około 93 proc. katarskiego LNG i 96 proc. LNG ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich przechodzi przez Ormuz, a 83 proc. tego wolumenu trafia na rynki azjatyckie. Innymi słowy, długie zamknięcie cieśniny nie tylko podbijałoby ceny benzyny i diesla, ale uderzałoby również w rachunki za energię elektryczną, koszty przemysłowe i konkurencyjność gospodarek importujących gaz skroplony.

Kto zapłaciłby rachunek najszybciej?

Jeśli mierzyć jednocześnie zależność od dostaw z Zatoki, wrażliwość przemysłu na energię i ograniczoną możliwość szybkiego zastąpienia surowca, na czele listy znalazłyby się cztery gospodarki:

  • Japonia – bo jej zależność od ropy z Bliskiego Wschodu sięgnęła 95,9 proc. w roku fiskalnym 2024, a tamtejsze rafinerie są w dużej mierze dostosowane do cięższych gatunków ropy z regionu.
  • Korea Południowa – bo w 2024 r. 72,7 proc. importu ropy pochodziło z Bliskiego Wschodu, a przemysł od rafinerii po chemię i eksport wysoko przetworzonych dóbr szybko odczuwa skoki kosztów energii.
  • Tajwan – bo jeszcze przed ostatnimi napięciami około jedna trzecia jego LNG pochodziła z Kataru, a to gospodarka, w której bezpieczeństwo energetyczne ma znaczenie strategiczne dla sektora półprzewodników.
  • Indie – bo kupowały ponad 40 proc. ropy z Bliskiego Wschodu, a w przypadku importowanego LPG udział regionu sięgał około 90 proc., choć większa liczba alternatywnych dostawców daje im większą elastyczność niż Japonii czy Korei.

To zestawienie pokazuje ważną rzecz: w kryzysie energetycznym nie zawsze najbardziej cierpi ten, kto importuje najwięcej w ujęciu bezwzględnym. Często bardziej cierpi ten, kto ma najmniej czasu na dostosowanie technologiczne, logistyczne i finansowe. Ropa kupiona drożej to jedno; ropa o innych parametrach, którą trzeba wcisnąć do rafinerii projektowanej pod inny surowiec, to już problem znacznie kosztowniejszy.

Dlaczego Japonia i Korea byłyby na pierwszej linii?

Japonia i Korea Południowa są bogate, dobrze zarządzane i mają doświadczenie w kryzysach energetycznych. To ich przewaga, ale nie tarcza absolutna. Japonia utrzymuje wysokie rezerwy, a państwa IEA mają obowiązek zabezpieczenia zapasów odpowiadających co najmniej 90 dniom importu netto. Tyle że zapasy łagodzą niedobór fizyczny, nie likwidują kosztu ekonomicznego. Przy wielomiesięcznej blokadzie problemem staje się nie tylko dostępność baryłki, lecz także jej cena, termin dostawy, rodzaj surowca i wpływ na marże przemysłu.

W przypadku Korei dochodzi jeszcze mechanizm szybkiego przenoszenia szoku na eksport. To gospodarka o ogromnej ekspozycji na przemysł chemiczny, rafineryjny i transport morski, a przy tym niemal całkowicie zależna od importu energii. Reuters zwraca uwagę, że nawet kraje o relatywnie mocnych fundamentach zewnętrznych, takie jak Japonia i Korea, znalazły się pod presją walutową, gdy wzrost cen energii zaczął osłabiać ich waluty i pogarszać warunki handlu. W takim scenariuszu kryzys przestaje być tylko energetyczny; staje się także walutowy i przemysłowy.

Czy Indie i Tajwan miałyby więcej przestrzeni manewru?

Indie miałyby paradoksalnie większą swobodę zakupową niż Japonia, bo importują ropę z ponad 40 krajów i potrafią szybko przebudowywać kierunki dostaw. To ważna przewaga. Ale sama skala gospodarki sprawia, że każdy wzrost cen działa tam jak podatek nakładany na konsumenta, budżet i bilans płatniczy jednocześnie. Jeśli drożeje ropa, drożeje transport, nawozy, logistyka, a w konsekwencji także żywność i inflacja. Nawet przy zachowaniu fizycznych dostaw rachunek makroekonomiczny staje się bardzo wysoki.

Tajwan miałby inny problem: nie tyle samą wielkość zapotrzebowania, ile strategiczną koncentrację produkcji. Gospodarka oparta na półprzewodnikach i zaawansowanym przemyśle potrzebuje stabilnego, przewidywalnego zasilania. Reuters podawał, że Katar odpowiadał za około jedną trzecią tajwańskiego LNG, co pokazuje, że zakłócenie w Ormuz natychmiast uruchamia pytanie nie tylko o ceny, lecz także o ciągłość pracy najbardziej newralgicznych sektorów.

Na tym tle Chiny wyglądałyby relatywnie lepiej, choć nie bezboleśnie. Ich przewaga polega na większej dywersyfikacji: według analizy Reuters żaden pojedynczy kierunek nie odpowiada za więcej niż 20 proc. chińskiego importu ropy, a w gazie Pekin ma do dyspozycji własną produkcję, import rurociągowy i zapasy, co pozwoliło chińskim firmom nawet odsprzedawać część ładunków LNG innym krajom Azji. Dla Chin byłby to więc raczej kryzys ceny i marży niż kryzys natychmiastowego braku surowca.

Kto ucierpiałby mniej, ale i tak boleśnie?

W takim otoczeniu najbardziej nerwowe byłyby nie tylko rynki surowcowe, lecz także walutowe. Importerzy energii płacą przecież za ropę i gaz w dolarze, więc szok na Ormuz zwykle oznacza jednocześnie droższy surowiec i większą presję na kurs. Dla firm, które żyją z zakupów zagranicznych, znaczenia nabiera wtedy każda przewaga operacyjna: sprawniejszy hedging, szybsze rozliczenia i niższy koszt przewalutowań. Dlatego internetowa wymiana walut na globaltransfer.pl może być dla importerów jednym z tych narzędzi, które w spokojnych czasach wydają się detalem, ale w okresie gwałtownych ruchów kursowych realnie pomagają ograniczać część kosztów transakcyjnych.

Europa i Stany Zjednoczone także zapłaciłyby wysoki rachunek, ale innego rodzaju. W Europie tylko około 4 proc. ropy płynącej przez Ormuz trafia bezpośrednio na kontynent, a w unijnym imporcie LNG Katar miał w drugim kwartale 2025 r. udział 8 proc., podczas gdy większymi dostawcami były USA i Norwegia. Z kolei USA w 2024 r. sprowadzały przez Ormuz zaledwie około 0,5 mln baryłek dziennie, co odpowiadało 7 proc. ich importu ropy i 2 proc. krajowej konsumpcji paliw płynnych. Dla Zachodu byłby to więc głównie kryzys inflacyjny i cenowy. Dla Azji, zwłaszcza północnoazjatyckich importerów energii, byłby to kryzys modelu gospodarczego.

Źródła

  • IEA, Strait of Hormuz, 2026.
  • U.S. Energy Information Administration, Amid regional conflict, the Strait of Hormuz remains critical oil chokepoint, 2025.
  • U.S. Energy Information Administration, About one-fifth of global liquefied natural gas trade flows through the Strait of Hormuz, 2025.
  • European Commission, Quarterly reports highlight progress on gas and electricity markets in Q2 2025, 2026.
  • IEEJ, Expanding Import Share of US Crude Oil and LPG in Japan in FY2025, 2026.
  • Korea NABO, Risks of Middle East Conflicts and Risks to Our Economy, 2026.
  • Reuters, materiały dotyczące Indii, Chin, Tajwanu i rynków walutowych, 2026.